Los Angeles Auto Show 2017

Tradycyjnie, podczas wystawy Los Angeles Auto Show, pierwsze dni zarezerwowane zostały dla mediów. Tym razem nie nazywają się już Press Days lecz AutoMobility, co ma symbolizować pewną zmianę, która od 2017 roku wprowadza formułę wystawy a nie tylko konferencji.

Niesie ona ze sobą wymierne korzyści dla mediów. Od teraz, oprócz specjalnych pokazów i konferencji, można zobaczyć dokładnie to samo co zwiedzający, ale w dużo mniejszym tłumie. Dodatkowo wszystkie samochody są w 100% dostępne do zdjęć i nikt ich nie zamyka aby ochronić przed wścibskimi łapkami dzieci czy nadgorliwych tatusiów muszących sprawdzić jakość każdego kawałka plastiku poprzez proces drapania, głaskania i… wolę nie wiedzieć czego jeszcze. Można zaglądać w każdy kąt, pod każda maskę i nikt nas nie przeganiał a nawet często do tego zachęcał.

Słowa te piszę w trzecim dniu imprezy, gdyż własnie on zdaje się być w moim odczuciu najważniejszy. Dlaczego? Za sprawą dzisiejszych światowych premier BMW i Mercedesa w odpowiedzi na ostatnie nowości Audi. Przyznam, że na stoisku bawarskiego producenta, wydarzyło się sporo. Pod znakiem gwiazdy też można było poczuć nowe trendy ale skromniej i przede wszystkim w stajni AMG. Co na to Audi? To moje pierwsze wielkie rozczarowanie! Oczywiście będąc już po premierach nie mogło pokazać nowości, ale wystawienie jednej sztuki A8L w wersji 3.0T jest po prostu nieporozumieniem. Jeżeli dodać do tego brak jakiegokolwiek samochodu koncepcyjnego to mamy gotowy przepis na katastrofę wizerunkową. I tak chyba należy to nazwać skoro na stoisku widać było zdecydowanie mniejsze zainteresowanie niż w okolicach Dodge czy KIA.

Skoro już o rozczarowaniach mowa, to muszę dodać, iż zdruzgotała mnie Tesla nie wystawiając (“nawet za szybą”) Roadstera. Malutkie, stoisko nie robiło żadnego wrażenia… Przepraszam, robiło! – wrażenie jakby Elon Musk musiał oszczędzać pieniądze. Niemniej tu dochodzimy do sedna i trzeciego największego blamażu podczas tegorocznej wystawy – Lucid Motors. O ile Tesla, chociaż minimalnie, zaznaczyła swoją obecność to Lucid poza obwieszczeniem światu (na konferencji prasowej) wprowadzenia realnej konkurencji dla Doliny Krzemowej nie pokazał nic. Przyznam, ze jednym z powodów dla których leciałem do Californii była właśnie ta marka. Zapewne dlatego tak nad tym faktem ubolewam.

Z tego miejsca należy zwrócić uwagę na jeszcze jeden aspekt, impreza wyraźnie się “skurczyła” – stoiska są większe, ale powierzchnia całości mniejsza, mniej wystawców i ogólne wrażenie jest skromniejsze. Mając w pamięci niedawną wizytę w Nadarzynie, nasuwa mi się myśl, że polska wystawa może nie jest tak “profesjonalna” i zbudowana z rozmachem godnym Hollywood (a może Bollywood?), ale mimo wszystko rozmiarem śmiało może konkurować z Miastem Aniołów.

Na miejscu upolowałem Rafała Sonika, który między innymi ważnymi sprawami (o tym w osobnym artykule) sprawdzał czy Chevrolet ma autoryzację na używanie jego nazwiska w swoim produkcie, co uwieczniłem na zdjęciu poniżej .

Scroll to top